logo image
Siła różańca
croppednowennapompejanska.jpg
STRONA GŁÓWNA
SANKTUARIUM
PARAFIA
MUZEUM
GALERIA
CZYTELNIA
OGŁOSZENIA
PORZĄDEK MSZY ŚWIĘTYCH
Kancelaria
wtorek
9.00 - 10.00
środa
pół godziny
po wieczornej Mszy św.
sobota
9.00 - 10.00


logo image

<logo image

logo image
STRONA GŁÓWNA
32.rocznica Męczeńskiej Śmierci bł. ks Jerzego Popiełuszi PDF Drukuj E-mail
32.rocznica.jpgW ubiegły wtorek (18 października 2016)  odbyły się w naszej parafii uroczyste obchody 32. rocznicy Męczeńskiej Śmierci bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Kolejny raz czciciele błogosławionego męczennika spotkali się aby oddać cześć Jego pamięci.

Uroczystej Eucharystii przewodniczył i homilię wygłosił ks. Prałat Antoni Poniński. Dziękujemy wszystkim, którzy włączyli się w organizację uroczystości a także tym, którzy przybyli aby wziąć w niej udział.

fotorelacja

Zapraszamy także do ponownego rozważanie słów ks. Prałata:

Jutro minie 32 lata od tego wieczoru, kiedy zaczęła się droga prowadząca do śmierci ks. Jerzego i pierwszego grobu na włocławskiej tamie. Dla pokolenia, które wtedy było nieświadomym świadkiem tego wszystkiego co zakończyło się kilkaset metrów od tego miejsca, w głębinach Wisły, to sprawa nadal się dziejąca. Nie tylko dlatego, że wciąż nie ma pełnych odpowiedzi na pytania – jak to naprawdę było, kto tę zbrodnię zaplanował, kto na nią pozwolił, kto prócz za nią skazanych, ją wykonywał. Ale  ważniejsze jest to, iż tu i w świecie nadal dzieją się podobne sprawy. Według tego samego modelu, do którego Pan Jezus swoich uczniów przygotowywał. Słyszeliśmy: Będziecie znienawidzeni z powodu mego imienia (…) Wydawać was będą sądom (…) przed namiestników wodzić was będą (…) o śmierć was przyprawią (…). Na ks. Jerzym sprawdziło się to w szczególach. I do końca. Nie dlatego, że zginął. Ale że wytrwał do końca. I jest nie tylko zbawiony, ale błogosławiony. 
Ale pewnie nam wszystkim – i tym, którzy dobrze pamiętają tamte czasy i tym, dla których to jest przeszłość znana tylko z opowieści – potrzeba przypomnienia zarówno kontekstu życia i męczeństwa ks. Jerzego jak i postawienia pytań o stopień zrozumienia jego ofiary. Zbyt łatwo bowiem w wymiarze społecznym zamknęliśmy jego sprawę i cały tamten czas i służbę złu jaką wielu Polaków świadczyło wtedy z oddaniem, a dzisiaj żyjąc nadal bez skrupułów. Winy zepchnięte w niepamięć a nie odpokutowane sprawiają, że w przyszłości zło staje się czymś banalnym. Wtedy nie dziwi, że z następnego dramatu narodowego, na przykład z katastrofy smoleńskiej wielu stara się zrobić kabaret. Albo, jak red. Wojciech Maziarski, młodzieży z grup rekonstrukcyjnych proponował odtworzenie morderstwa ks. Popiełuszki. Dla tego kto w czasach PRL-u nie miał dylematów wierzyć Bogu czy słuchać partii, i nadal uważa, że to nie był i nie jest żaden problem, to co czynił ks. Jerzy i to kim dzisiaj jest, pozostaje niezrozumiałe a nawet bezsensowne. 
A przecież każdy kto w komunizmie kierował się sumieniem i starał się być choćby przyzwoitym, już był zaliczany do przeciwników tego ustroju. Tym bardziej każdy kto klękał jedynie przed Bogiem, a nie kłaniał się bożkom ideologii. A każdy kto odpowiedzialnie i konsekwentnie wchodził na drogę życia chrześcijańskiego, doświadczał na sobie czy bliskich tego, co w dzisiaj czytanej ewangelii - już dwa tysiące lat wcześniej, zapowiadał Pan Jezus. Tym bardziej każdy, kto odkrywał, że Bóg wzywa go do służby kapłańskiej czy zakonnej. Samo wstąpienie do seminarium czy zakonu sprawiało, że był kwalifikowany jako wróg ustroju i państwa. Odtąd, aż do smierci podlegał nieustanej inwigilacji ze strony służb tajnych – od nagrywania kazań po kontrolę listów, przez rejestrowanie rozmów telefonicznych, śledzenie kontaktów osobistych, po szantaż. Mniej więcej to co dzisiaj stosuje się wobec terrorystów. Ale ich, nawet w najbardziej skrajnych przypadkach, nawet gdy winni są śmierci, stawia się przed sąd. Księdza Jerzego zabito bez sądu. Za to, co jako kapłan mówił. Tylko i aż mówił. Uznano, że głoszenie Chrystusowej nauki w odniesieniu do sytuacji i wydarzeń stanu wojennego uznano za groźniejsze od wszystkich innych form sprzeciwu.
Z ks. Jerzego też chciano zrobić terrorystę. Ci sami funkcjonariusze, których skazano za jego zamordowanie, kilka miesięcy wcześniej podrzucili do jego mieszkania materiały wybuchowe. To była również zemsta za to, że on, nawet nie zdając sobie z tego sprawy, uniemożliwił im doprowadzenie do końca prowokacji, która miała sopowodować odwołanie pielgrzymki Ojca Świętego do Polski w 1983 roku. Jeszcze podczas rozprawy, z goryczą wspominali, że ich, o ironio, trud spreparowania tej prowokacji poszedł na marne.
I jeszcze jeden szczegół pokazujący, że w ówczesnej walce z Bogiem, Kościołem nie istniały żadne granice, nie liczyły się żadne zasady, nieważne były żadne koszty. Dzisiaj wiemy, że na dzień porwania księdza ściągnięto do Bydgoszczy tak dużą liczbę funkcjonariuszy służb specjalnych, iż na noclegi nie starczyło resortowych lokali i dlatego umieszczano ich w zwykłych hotelach. Czyli, to morderstwo nie było prywatnym wybrykiem trzech sfrustrowanych funkcjonariuszy, ale zorganizowaną akcją resortu. Tylu na jednego... Zaiste proroczy był czwór wiersz Norwida napisany, zauważmy, 140 lat wcześniej: Ogromne wojska, bitne generały/ Policje – tajne, widne i dwupłciowe/ Przeciwko komuż tak się pojednały?/ P r z e c i w k o  kilku myślom… c o  n i e  n o w e
Od zawsze, te nienowe, bo liczące wtedy bez mała 2000 lat myśli, myśli i słowa Pana Jezusa, wywoływały nienawiść wszystkich, którym sama idea Boga odbierała poczucie, że oni są najważniejsi. Nie mogąc „dosięgnąć” Boga, starali się przede wszystkim unicestwić wszystkich, którzy prawdę o Bogu głosili. Jeden z protoplastów komunizmu, ideolog Rewolucji Francuskiej, ich cel sformułował mniej więcej tak: Ostatecznym zwycięstwem rewolucji będzie powieszenie ostatniego księdza. Realizowano to z różnym natężeniem, a to w Rosji Sowieckiej, a to w Meksyku czy w Hiszpanii, a w końcu na bagnetach sowieckich  przeniesiono i do Polski. Ta śmierć sprzed 32 laty, będąca też manifestem: z każdym możemy zrobić to samo, otworzyła całą serię, tyle że bardziej zakamuflowanych morderstw na księżach polskich. Ktoś zauważył, że za każdego skazanego w procesie toruńskim, zginał potem jeden ksiądz: Stanisław Suchowolec, Sylwester Zych, Stefan Niedzielak, Honoriusz Kowalczyk.
Ale też te same nienowe, Jezusowe słowa kształtowały całe pokolenia ludzi gotowych do największych ofiar w imię Boga. Jednym z nich był ks. Jerzy. Dojrzewał do tego w zwykłej, ale normalnej rodzinie. Dorastał przez zafascynowanie Panem Jezusem i Jego męką. Po latach wspominał, że kiedy jako małe dziecko wbił sobie gwóźdź w rękę, to pomyślał, że taką samą ranę miał Chrystus Ukrzyżowany… Może dlatego, w kilkanaście lat później, w czasie służby wojskowej nie złamało go, na rozkaz oficera, długie stanie w pełnym rynsztunku na baczność, boso i wysłuchiwanie szyderstw: „Bojownik za wiarę się znalazł”. Studia nad Biblią wsparły jego postawę słowami z Księgi Syracha: Synu, jeśli masz zamiar służyć Panu, przygotuj swą duszę na doświadczenie. Przylgnij do Niego, a nie odstępuj, abyś był wywyższony w ostatnim twym dniu. Dojrzewał szybko, może nawet nie do końca zdając sobie sprawę jak Pan Bóg delikatnie, przez jego osobiste decyzje, przygotowuje go do tego co stanie się jego przyszłością. Na swoim obrazku prymicyjnym umieścił parafrazę z proroctwa Izajasza: Posyła mnie Bóg, abym głosił Ewangelię i leczył rany zbolałych serc. W gruncie rzeczy robił to przez całe kolejne osiem lat od swoich prymicji. Ale od sierpniu 1980 roku te słowa nabrały szczególnego znaczenia. Akurat tylko on był wolny w  niedzielę 31 sierpnia, kiedy szukano kto by poszedł, na prośbę strajkujących warszawskich hutników, odprawić mszę świętą. Pan Bóg pozwolił mu wypełniać prymicyjne ideały w sposób najdosłowniejszy z możliwych i jednocześnie – jeszcze parę dni wcześniej i przez cały okres powojenny – wręcz nie do pomyślenia. Po 35 latach wciskania ateizmu, kapłan na prośbę robotników idzie głosić ewangelię w miejscu ich pracy.  Dawniej i dzisiaj, prorocy z tzw. otwartego Kościoła,  mówią z niesmakiem o Kościele w Polsce, że zacofany, nie nadążający za nowoczesnością. Nikt na świecie, ani wcześniej nie wymyślił duszpasterstwa strajkujących, ani potem tego nie powtórzył. A później – wciąż dosłownie według prymicyjnego wezwania, towarzysząc innym strajkującym, a w stanie wojennym - pokrzywdzonym, sądzonym, uwięzionym i ich rodzinom – leczył rany zbolałych serc. Nawet nie musiał ich szukać. Jego szukano. Żeby z comiesięcznej mszy za Ojczyznę wyjść z ładunkiem nadziei, a bez nienawiści za upokorzenie stanem wojennym. Ludzie szukali go - nie za to jak mówił, ale co mówił. Czytał kazania, ale swoje. Z którymi się co do przecinka utożsamiał. Słuchali go, choć nie były to porywające oratorsko, emocjonalne teksty, ale drążące umysł, oczyszczające ducha. Był ustami Ewangelii Pana i nie przysłaniał Go sobą. Nie zawróciło mu w głowie, że przy jego boku, poczytując to sobie za zaszczyt, były gwiazdy aktorskie, profesorowie, ludzie polityki, masoni i Żydzi, niedawni komuniści, świeżo nawróceni i nadal ateiści. Zaktualizował prymicyjne przesłanie: Posyła mnie Bóg teraz, abym głosił ewangelię tym, którzy teraz potrzebują lekarza serc… Wielu z nich przychodziło ze świadomością służby Kościołowi, ale wszyscy w poczuciu utożsamiania się z nim, pewni duchowego i nie tylko takiego oparcia. Wtedy nikt z nich nie był przeciwko Bogu, Kościołowi i jemu jako księdzu…
Zarzucano mu, że uprawia politykę. A przecież msze za Ojczyznę – nawet gdyby słowa komentarza na nich nie wypowiedział, nawet gdyby – jak przedostatnią swoją homilię żoliborską – Matce Bożej w całości poświęcił, te msze, same z siebie ze względu na intencję i kontekst czasowy, a nade wszystko ze względu na pojmowanie polityki przez komunistów, już zahaczały o wymiar polityczny. Przecież podczas jednego z przesłuchań prokurator postawiła mu zarzut, że przełamana hostia tworzyła znak V, symbol ówczesnej walki politycznej, a komunistyczny minister kierujący urzędem do spraw wyznań mawiał, że nawet „Ojcze nasz” jest polityką, bo jak można się domyślać – dawało nadzieję w Bogu, a nie w partii.
Ks. Jerzy w tym co głosił podczas mszy za Ojczyznę szedł za nauczaniem Jana Pawła II, który podczas pierwszej pielgrzymki do Polski uświadomił, że prawdziwa działalność polityczna znajduje swój sens nie w posiadaniu władzy, ale w trosce o dobro ludzkie, które jest dobrem natury etycznej a nie posiadaniem. Racje etyczne naświetlające sytuację polityczną nie są nawoływaniem do przewrotów i rozprawy z rządzącymi. Katolik, człowiek etycznie dojrzewający, choćby nadal poddany był rygorom władzy, wyzwala się spod jej niszczącego ciężaru. Nawet mimo zewnętrznej niewoli staje się wolnym czyli ukierunkowanym na dobro. A na najwyższym poziomie, sam daje świadectwo tej wolności czyli podejmuje, zgadza się na męczeństwo. To męczeństwo czyli ostateczne opowiedzenie się za etycznym dobrem człowieka, tworzyło kulturę Europy. Dlatego Jan Paweł właśnie we Włocławku zaliczył ks. Jerzego do współtwórców kultury europejskiej i nazwał patronem naszej obecności w Europie za cenę ofiary z życia, tak jak Chrystus.
Do tej roli Bóg przewidział go od wieków, a on – jak słyszeliśmy w proroctwie Izajasza – aby wola Pana spełniła się przez niego zgodził się wydać swe życie na ofiarę za grzechy. A gdy przyszedł czas jego ofiary, Pan Jezus, może także ujęty porównaniem rany dziecka z podlaskiej wsi ze swoim wielkopiątkowym krzyżowaniem, niejako wziął go za słowo, ale i pomógł, aby on, teraz już Jego kapłan, prawie w szczegółach odtworzył mękę Zbawiciela świata. Już przed męką, jak Pan Jezus, był szpiegowany, śledzony, podsłuchiwany w świątyni i poza nią. Był wodzony i osądzony przez namiestników i służących kłamstwu dziennikarzy. Ale Duch, jak Pan Jezus obiecał, poddał mu co ma mówić. Powtarzał, pewnie ze setki razy, że na stawiane mu zarzuty odmawia jakichkolwiek odpowiedzi. Pod koniec września, w ostatnim ze swoich wywiadów powiedział, że jest gotowy na wszystko. Na śmierć, jak jego Mistrz, był nie tylko gotowy, ale i bezpośrednio przygotowany. Aby w żadnym momencie nic nie przeszkadzało w powtórzeniu za Panem Jezusem w Ogrójcu: niech stanie się Twoja wola …, dzień przed porwaniem przystąpił do spowiedzi.
Wyrok  zapadł z miesiąc wcześniej, postanowiony przez funkcjonariuszy, o ironio, służby bezpieczeństwa. Pojechali za nim do Bydgoszczy z kijami, jak tamci, którzy poszli po Pana Jezusa. Uprowadzonego pod osłoną nocy też skrępowali sznurami. To był też piątek. Na drodze męki między Toruniem a Włocławkiem też trzykrotnie leżał na ziemi. A ci trzej, jak tamci z jerozolimskiej drogi, bili go - już i tak bliskiego skonania. Na jego drodze krzyżowej choć bez krzyża, nie było jednak nikogo, ani współczujących niewiast, ani Cyrenejczyka, ani matki. Przemknęli w ciemnościach przez Włocławek i dopiero tu, poza miastem, rzucili go w otchłań wód. Wisła stała się i Golgotą i grobem. Na jego grobie zamknęła się pieczęć wód. Jego ciało, trochę inaczej jak Mistrza, pozostało w tym grobie i przez szabat i przez niedzielę i jeszcze parę dni. A myśmy nie wiedzieli gdzie jest jego grób… Na wieść o znalezieniu ciała ks. Jerzego poeta ( Tadeusz Szyma) napisał:
"Czarna woda w wiślanym zalewie
Jak stąd blisko do tych gwiazd na niebie
Lepka woda, zatruta fenolem
Tyś dla ciała jako święty olej"
Intuicyjna nadzieja poety podpowiadała, że ta męczeńska śmierć skróciła jego drogę do nieba. Ale też proroczo, jak potwierdza nasz polskie dziś, poeta prosił: Wodo czarna i głębsza od nocy/ Rzecznym błotem przemyj ślepcom oczy
Żeby zobaczyli, że sprawa ks. Jerzego trwa. Męczeństwo zweryfikowało jego wiarygodność, beatyfikacja ją usankcjonowała, a historia w zaledwie niespełna pięć lat później przyznała mu rację, kiedy to w całej Europie system władzy zbudowany na ateistycznej marksistowskiej abstrakcji rozlatywał się jak budowle z piasku. Mimo tej oczywistości obecni słudzy Boga w głoszeniu prawdy, posługując się dzisiejszym określeniem św. Pawła, doświadczają nie tylko sprzeciwu, ale i wrogości dla prawdy Bożej i racjonalnej, wręcz dla zdrowego rozsądku. Czynią to  naśladowcy tych, którzy zabijając ks. Jerzego chcieli tak zastraszyć Kościół, aby milczał, gdy dzieje się zło. Poeta prosi: przemyj oczy - tym, których drażniło i nadal drażni obecność krzyża w przestrzeni publicznej, głoszenie ewangelii nawet w świątyniach, a tym bardziej wprowadzanie jej w życie społeczne. Te siły antychrześcijańskie nadal istnieją. Już nie skompromitowaną przez siebie czerwienią, teraz starają się wabić wszystkimi kolorami tęczy. Z dawnego oręża wycofano, chociaż nie do końca – prymitywne pałki, podpalenia, zabójstwa - a na ich miejsce wprowadzono obuchy medialnych pomówień, ostrza kabaretów, kagańce spreparowanych sondaży, wyroki demokratycznych głosowań, gdzie tę samą wartość ma głos geniusza i moralnego degenerata. Żadna instytucja, żadna społeczność, żadni duchowni religii - żydowskkiej, chrześcijańskiej, nawet islamskiej - w Polsce nie byli i nie są tak nieustannie atakowani jak Kościół katolicki. Przez zdeklarowanych wrogów, ale także i przez ochrzczonych w nim. Nie sposób bowiem przyznawać im miano wierzących, nawet jeśli oni sami za takich się uważają.
Ks. Jerzy! Twoja śmierć, mimo całego okrucieństwa w jej stopniowym zadawaniu – wiem, że zabrzmi to strasznie – zaoszczędziła Ci rozczarowań. Zwłaszcza ze strony tych, których za życia chroniłeś, którzy przy Tobie chronili się pod skrzydła Kościoła. Nie dotkną Cię już te wszystkie inwektywy, jakie od nich, wtedy z dumą mieniących się Twoimi przyjaciółmi, do dzisiaj sypią się na Kościół. Za powrót religii i krzyże w szkołach, za wszelkie inicjatywy broniące dzieci nienarodzone; a to, że jest i nie chce milczeć.
Jakbyś się czuł gdybyś słyszał i widział, że człowiek, któregoś ty po jego wyjściu z więzienia sam wprowadzał do żoliborskiego kościoła - człowiek, który publicznie kajał się, że nie oskarżył o szczucie do morderstwa ówczesnego rzecznika rządu za jego nienawistny wobec ciebie artykuł - że w jakiś czas później, tego samego człowieka i już byłego rzecznika sfilmowano jak obydwaj, w szampańskich nastrojach, wychodzą z modnej restauracji. A niedługo potem, ten sam, już redaktor, nazwał „człowiekiem honoru” głównego szefa tych, którzy Cię zabili. W gazecie, której przewodzi nie sposób policzyć tekstów obelżywych wobec Kościoła, św. Jana Pawła II, wobc katolików. To w jego gazecie, po pielgrzymce z 1991 roku zamieszczono wypowiedź zrównującą papieża z gestapo. Daruj, święty bracie! W tej świątyni, wyrosłej z Twojego męczeństwa, nie przejdzie mi przez usta to nazwisko. Ale Ty i tak wiesz o kogo chodzi...
Gdybyś żył, to zobaczyłbyś, znanych i nowych parlamentarzystów i byłą głowę państwa z tej samej opcji, uważających się za katolików, ba rozpoczynających kadencję parlamentarną od rekolekcji, klękających przed papieżem, przystępujących do Komunii świętej w obecności kamer, a jednocześnie głosujących czy podpisujących ustawę o dozwoloności nieludzkich eksperymentów z dziećmi poczętymi. I gdybyś protestował, a na pewno byś o tym nie milczał, zostałbyś zakwalifikowany jako nie mający prawa oceniać władz, jako nietolerancyjny wróg prawa wolności wyboru.     Jakbyś się czuł, Ty, który broniłeś młodzież z Miętnego, która za zawieszenie krzyża w swojej szkole została usunięta z niej z wilczym biletem, kiedy dzisiaj, sąd na Opolszczyźnie każe wypłacić pięć tysięcy złotych nauczycielce, która zdjęła krzyż ze ściany pokoju nauczycielskiego, jako zadośćuczynienie za to, że jego dotychczasowa obecność wywoływała w niej - jedynej ateistce z grona pedagogów - poczucie wykluczenia.
Jakbyś się czuł, Ty, który w żoliborskim kościele stworzyłeś przystań wolności dla artystów, kiedy – niekiedy ci sami - teraz krzyczą, że oni nie chcą Kościoła w teatrze, bo wreszcie minister krytycznie odnosi się do spektakli pornograficznych i obrażających wiarę i wierzących.
    Co byś robił gdybyś żył? To samo co w tamtych latach. I głosiłbyś to samo, przechodząc wraz z Kościołem próbę wierności. Twoja ofiara nie była zbyteczna, chociaż wrogowie Chrystusa mają się bodaj lepiej niż wtedy; nie była niepotrzebna, choć Kościół, znów osamotniony, musi na nowo upominać się o podstawowy szacunek i wolność dla człowieka; nie była daremna, bo jej owoce już są obecne… To co wniosłeś w bogactwo i dzieje Kościoła trwa. Stało się naszym dziedzictwem i zobowiązaniem: zło dobrem zwyciężać… Za Twoim wstawiennictwem prosimy o siłę ducha, aby przy Chrystusie niezłomnie trwać. Prosimy słowami, które pod krzyżem stojącym na brzegu Twojego wiślanego grobu po raz pierwszy wypowiedział Jan Paweł II: Proszę o wzmocnienie siły człowieka wewnętrznego, błagam o wzmocnienie siły człowieka wewnętrznego dla wszystkich córek i synów tej ziemi, mojej Ojczyzny, teraz, u progu czasów, które nadeszły i które idą.

 

 

 

< Poprzedni   Następny >

         RORATY

dziecko_na_roraty.gif

Kolorowanki adwentowe



Dzisiaj jest:
13 Grudnia 2017
Środa
Imieniny obchodzą:
Lucja, Łucja,
Otylia, Włodzisława
Do końca roku zostało 19 dni.
Rycerze Kolumba
level0_logo.gif


diecezja_m.gif

biblia.png

serwispapieski_2.png 

Gościmy
Aktualnie jest 57 gości online
Statystyka
Użytkownicy: 43
Newsy: 1467
Odnośniki: 18
odwiedzających: 3048645